Hub, który od razu nie wypali


Chciałbym dziś nawiązać do wydarzenia z ubiegłego tygodnia, które miało w teorii być radosną uroczystością, ale niestety okoliczności świętowaniu nie sprzyjają.

Mam na myśli oczywiście huczne otwarcie hubu komunikacyjnego przy ulicy Peowiaków. Wiedzą Państwo doskonale, jak bardzo była to inwestycja przeze mnie oraz innych prokolejowych społeczników wspierana i oczekiwana. Ze wspomnień na temat bojów toczonych w tej sprawie m.in. z byłym prezydentem Marcinem Zamoyskim, byłą panią konserwator czy też przewoźnikami kolejowymi w gruncie rzeczy moglibyśmy złożyć całkiem sporych wymiarów książkę. Tak więc ów międzygałęziowy węzeł transportowy – jak powinniśmy w gruncie rzeczy nazywać to miejsce, bo takie jego miano widnieje jako konieczne do stworzenia w wojewódzkim planie transportowym – jak najbardziej stanowi spełnienie naszych marzeń. I tutaj można też powiedzieć, że od strony infrastruktury wszystkie lokalne władze – tak samorządowe, jak i kolejowe – swoje zadanie spełniły. Hub powinien być początkiem dalszej drogi ku lepszej przyszłości transportowej Zamościa i regionu. Niemniej jednak o tym czy tak będzie, zdecydują zmiany wdrożone (lub nie) na szczeblu centralnym.

Samą imprezę inauguracyjną skierowano tak naprawdę nie wiadomo do kogo. Oto bowiem w węźle pojawiło się kilka osób z magistratu, prezes MZK i lokalni dziennikarze. Obserwator wydarzenia mógłby zaś dojść do wniosku, że to nie hub jest głównym motywem całego spotkania, lecz prezentacja mapki ze ścieżkami rowerowymi oraz świeżo zakupionych ośmiu autobusów „niskoemisyjnych” przeznaczonych dla komunikacji miejskiej. Strzał to w stopę nie tylko dlatego, że węzeł obejmuje więcej elementów. Komunikacja miejska bowiem do tej pory to miejsce obsługiwała raczej kiepsko. Ale o niej za chwilę.

Rzecz kolejna – busy. W dalszym ciągu ich główny dworzec znajduje się przy ulicy Gminnej, obok Spółdzielni Mieszkaniowej im. Jana Zamoyskiego. Choć po drugiej stronie tej arterii znajduje się już dworzec autobusowy z prawdziwego zdarzenia, busy wciąż swoją główną bazę czynią z pobliskiego parkingu, bo w gruncie rzeczy nim jest wspomniane terytorium. Skoro więc tak trudno przekonać busiarzy, aby zajeżdżali na dworzec, który nie urąga podstawowym zasadom cywilizacyjnym, to i trudno sprawić, aby zajeżdżali do węzła przy Peowiaków. Prawo niestety jest tak skonstruowane, że nie można sobie tego w żaden sposób zagwarantować. Tu jednak piłeczka jest po stronie władzy centralnej. Przypominam – powstanie tego węzła w dużej mierze było konieczne z uwagi na zamieszczenie zapisu o nim w wojewódzkim planie transportowym. Tyle tylko, że ustawa o publicznym transporcie zbiorowym, na podstawie której ów plan został stworzony, nie zawiera szczegółów, które wymuszałyby korzystanie z hubu przy Peowiaków przez przewoźników, którzy i tak zatrzymują się w naszym mieście. Nikt zresztą chyba nie przypuszczał, że najważniejsze przepisy wspomnianej ustawy przez niemal 10 lat będą zawieszane przez kolejne rządy. A bez nich takie centra, jak zamojskie, nie będą mogły rozwinąć swojego potencjału.

O pociągach piszę i tak dużo, więc dziś za wiele o nich nie będzie. Tym bardziej, że – jak już wspomniałem – zarządca infrastruktury kolejowej, czyli PKP PLK, swoją pracę wykonał bardzo rzetelnie, a emerytowany już dyrektor lubelskiego Zakładu Linii Kolejowych, Zygmunt Grzechulski, zasłużył na specjalne uhonorowanie. Niemniej bez wsparcia ze strony pozostałych gałęzi transportu potencjał naszego węzła w pełni wykorzystany na pewno nie będzie. Byłoby więc warto, gdyby miejsce przybycia pociągów pojazdy komunikacji drogowej odwiedzały na tyle często, by pasażer na przesiadki nie musiał czekać więcej niż pół godziny – niezależnie od tego, jak kształtować się będzie rozkład kolejowy, bo ten zmienia się co trzy miesiące. Tego oczywiście nie zagwarantuje ani samo MZK, ani żaden PKS plus, tylko narzędzia do korygowania siatki połączeń już istniejących.

Zamość onLine / 2019-04-10