Miałeś chamie złoty róg, czyli karma wraca


Zwykle, kiedy dowiadujemy się, że jakaś decyzja zapadła jednogłośnie, w naszych głowach świta, iż grono było jednomyślne pozytywnie. W tym sensie, że z góry wiedziało, iż właśnie ta decyzja będzie najlepsza. Im dłużej jednak człowiek żyje na tym świecie, tym coraz bardziej jest świadomy, że należy zapytać o powody tej stuprocentowej zgody. Bo może się okazać, że owa jednomyślność wynikała zwyczajnie z braku innej opcji. Co oczywiście sprawia, że trudniej całą historię nazywać sukcesem.

Dokładnie taka rzecz wydarzyła się 22 czerwca. Opinia publiczna dowiedziała się wówczas, że Kraków został jednogłośnie wybrany na organizatora Igrzysk Europejskich w 2023 roku. To znaczy dowiedziała się o znacznie większej liczbie spraw, które zostały skondensowane w tych kilku słowach, a mianowicie, że:

- istnieje coś takiego jak Igrzyska Europejskie;

- odbywają się rok przed normalnymi igrzyskami letnimi;

- ich druga edycja odbywa się dokładnie w tym czasie w Mińsku i właśnie tam dokonano wyboru gospodarza kolejnej takiej imprezy.

Osoby bardziej zorientowane w temacie również były bardzo zaskoczone. Przede wszystkim dlatego, że żadna informacja na ten temat nie wyszła wcześniej na światło dzienne. Kiedy polskie miasta starały się wcześniej np. o Uniwersjady, wiadomo było, że takie działania są czynione, zaś tutaj mieliśmy kompletną ciszę. Z triumfalnych obwieszczeń rządowych wynikało, że starania były prowadzone od pół roku, a sukces jest efektem działań ekipy władającej krajem lub ich małopolskich pobocznych. Potwierdził to później krakowski magistrat, który przyznał, że władze Krakowa zgodziły się firmować inicjatywę, ale wyłącznie za obietnicę pokrycia kosztów organizacji imprezy przez stronę rządową. Już wtedy osoby zorientowane nie miały wątpliwości, że to hucpa, ale i reszta opinii publicznej zaczynała ją podejrzewać. Po czym wyszło szydło z worka i okazało się, że kandydatura z Polski zwyczajnie nie miała jakiegokolwiek rywala.

Szanowni Państwo, hucpa jest wielostronna i postaram się to teraz wypunktować. Po pierwsze: Igrzyska Europejskie to najbardziej nadęta impreza sportowa świata. Powstała z idei mających już sporą tradycję Igrzysk Wspólnoty Brytyjskiej czy Igrzysk Azjatyckich, ale Europa ma tak bogaty program wydarzeń naprawdę wysokiej rangi, że takowe igrzyska miałyby sens jedynie wtedy, gdyby cokolwiek zastępowały. Tymczasem zastępują dosłownie kilka imprez, jak m.in. Mistrzostwa Europy w judo, czyli w dyscyplinie raczej niszowej. Po drugie: Igrzyska Europejskie nie mają ustalonego programu ramowego. Zdecydowanie bliżej im do World Games aniżeli do prawdziwych igrzysk. Spodziewajmy się więc w najbliższych miesiącach batalii o ten program, bo przypominam, że w Małopolsce nie ma ani pływalni o wymiarach olimpijskich (poza Oświęcimiem), ani stadionu lekkoatletycznego z dużą widownią. Wprawdzie Kraków planuje budowę tak dużego basenu, ale wciąż trwają prace projektowe, a termin oddania obiektu do użytku planowany jest na 2022 rok. Śmiem twierdzić, że to raczej mało realna opcja. A koszty na pewno będą lawinowo rosły. Po trzecie: zainteresowanie Igrzyskami Europejskimi jest potwornie małe. Zarówno jeśli chodzi o obsadę sportową, jak i organizacyjną. Dość powiedzieć, że gospodarzem pierwszej edycji imprezy było Baku, a drugą pierwotnie miała organizować Haga. Tyle tylko, że gdy Holendrzy zobaczyli jak wielką klapą były zmagania w Azerbejdżanie, to czym prędzej rzucili to w diabły. Mińsk zgłosił się wyłącznie dlatego, że władze białoruskie dostrzegły w tym walory propagandowe. Ośmielam się wątpić czy potrzebuje ich nasz kraj, który w ostatnich latach organizował m.in. Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, Mundial w siatkówce czy też EURO siatkarzy bądź szczypiornistów.

Ale dodam jeszcze po czwarte... Kraków kilka lat temu starał się o organizację zimowych igrzysk olimpijskich w 2022 roku. Szanse miał naprawdę ogromne, bo spośród miast europejskich wyglądał najpoważniej, a była akurat kolej na Europę. Wtedy jednak mieszkańcy stolicy Małopolski w referendum powiedzieli NIE. No to teraz oberwą podwójnie. Nie dość, że i tak będą musieli organizować kosztowną imprezę, to jeszcze taką, na którą nie rzucą się kibice z zagranicy. O ile więc ZIO pozwalały mieć nadzieję, że fani sportu zostawią trochę grosza u krakowian, to Igrzyska Europejskie nakazują wybić to sobie z głowy czym prędzej.

No chyba, że dojdzie do kolejnego referendum. Wtedy jednak będzie trochę po herbacie, bo pewne zobowiązania już zostały podjęte.

Zamość onLine / 2019-07-04