Porozmawiajmy o sprawach fundamentalnych


Spodziewam się, że będzie bardzo niewiele osób, które po lekturze niniejszego tekstu z jakichś powodów nie pomyślą o mnie źle. Jedna strona uzna mnie za „przedstawiciela ciemnogrodu”, zaś druga za „obrońcę pedałów”. Doszedłem jednak do wniosku, że w obliczu wydarzeń, do jakich doszło w ostatnią sobotę w Białymstoku, czas przedstawić swoje stanowisko w sprawie tzw. Marszów Równości. Tym bardziej, że kwestią czasu jest podobne wydarzenie w Zamościu. Nie za tej władzy wprawdzie (jak sądzę), ale wiecznie ona rządzić w mieście nie będzie. A myślę, że pewne osoby z naszego życia publicznego, jak choćby Łukasz Kwiatkowski, Diana Sawicka czy Marta Pfeifer, bez wątpienia marzą, aby taka parada przeszła przez Hetmański Gród.

Rzecz absolutnie najbardziej podstawowa – prymat prawny zawsze i bezwzględnie musi należeć do rodziny tradycyjnej, opartej o małżeństwo złożone z mężczyzny i kobiety. To rzecz najważniejsza, gdyż odejście od tego założenia powoduje bardzo istotne konsekwencje. Jak bowiem głosił przed niemal wiekiem włoski filozof Antonio Gramsci, taki model – podobnie jak parę innych elementów – stanowi część tzw. „kultury burżuazyjnej”, za sprawą której rewolucja socjalistyczna nie mogła triumfować poza Rosją. Zdaniem Gramsciego więc do tejże kultury należy wprowadzić tzw. „ducha rozłamu”, który polega na najpierw delikatnym, a następnie coraz większym naginaniu podstawowych pojęć. Z tym właśnie mamy do czynienia pod postacią obecnego ruchu LGBT+, który próbuje nam wmówić, że homoseksualizm i jego pochodne są tak samo naturalne jak heteroseksualizm, dlatego powinny mieć takie same prawa, włącznie z tzw. „związkami partnerskimi”. Otóż nie powinny choćby z jednego zasadniczego powodu, czyli zdolności do naturalnego płodzenia potomstwa – podstawowego warunku przetrwania gatunku. Wydawałoby się, że to argument, który powinien przemawiać szczególnie do zwolenników teorii ewolucji, ale okazuje się, że to nie reguła. Pewien pan nawet nie tak dawno usiłował mi udowodnić, że homoseksualizm jest czymś absolutnie naturalnym, bo tak to działa u jednego z gatunków pingwinów. Cóż, równie dobrze można powiedzieć, że skoro pielęgnice zjadają swoje młode, to i u reszty gatunków powinno to zostać uznane za w pełni normalne zachowanie.

Rzecz zupełnie w drugą stronę – bez względu na to, jak bardzo się nie zgadzamy na hasła przedstawiane podczas Marszów Równości, nie mamy prawa ich zakłócać. Nie mamy prawa ich blokować, a już bezwzględnie nie mamy prawa atakować – szczególnie fizycznie. Możemy organizować kontrmanifestacje, możemy pokazywać zupełnie odmienne treści, możemy się modlić za uczestników tych marszów, ale jakakolwiek przemoc jest niedopuszczalna. Podobnie zresztą, jak niedopuszczalne są pochwały jej użycia – zwłaszcza z kościelnej ambony. W Białymstoku niestety było inaczej. I nikt mi nie wmówi, że zyski z tamtejszych bijatyk przewyższą poniesione straty.

Podobnie należy działać na co dzień. Wyzywaniem od pedałów, zboczeńców i innych takich niczego się nie osiągnie. Nikt tak nazwany (szczególnie wrzaskiem prosto w twarz) nie zastanowi się nad swoim postępowaniem. Z całą też pewnością nie można takich działań podciągnąć pod ewangeliczne pouczenie o grzechu, o jakim mówił Jezus. Nasze działania powinny być zupełnie inne. Przede wszystkim musi to być codzienna praca, odpowiednie wychowanie dzieci i zachowywanie moralnego kręgosłupa.

Oczywiście powyższe uwagi dotyczą również drugiej strony sporu. Jeśli (słusznie) potępiamy naklejki „Strefa wolna od LGBT”, to należy oczekiwać podobnych reakcji na treści w rodzaju „Strefy wolnej od Kościoła”. Za język nienawiści powinny zostać także uznane określenia mówiące o „katolach”, „prawakach” czy też odwołujące się do patriotyzmu jako czegoś niedobrego. Po prostu – równowaga to podstawa.

Zamość onLine / 2019-07-25