"Lato, muzyka, zabawa", czyli dla każdego coś do skrytykowania


Jeszcze w 2014 roku pytając mieszkańców o to, czego brakuje w Zamościu pod względem oferty kulturalnej, usłyszelibyśmy generalnie dwie odpowiedzi. Pierwsza grupa gromadnie twierdziłaby, że nie brakuje absolutnie niczego. Mamy wszak coś dla fanów teatru, coś dla wielbicieli jazzu, coś dla pasjonatów kina, coś dla miłośników folkloru, a i coś dla siebie znajdą osoby lubujące się w muzyce orkiestrowej. Grupa druga zaś głosiłaby twierdzenia, które można było podsumować sloganem: „Nie ma nic dla młodych!”. A przynajmniej dla tych, których folklor nie kręci, teatr może i fajny, ale często niezrozumiały, kino mogłoby być, ale multipleksy fajniejsze, jazz to w ogóle coś z innej planety, a orkiestra raczej rzadko gra coś typowo do tańca. Teraz jest inaczej, a pod pewnymi względami niemal dokładnie odwrotnie.

Obecnie młodzież ma co najmniej jedną okazję w roku, by posłuchać muzyki, która ich rajcuje. Co więcej, wszystko to w świetle kamer i innego sprzętu... TVN-u, choć transmisja odbywa się na antenie TVP. W tym roku – konkretnie w ostatnią niedzielę – również tak było. Na gigantycznej scenie ustawionej na Rynku Wielkim zaprezentowali się m.in. Kombii, Bad Boys Blue, Margaret, Łobuzy, Liber & InoRos, Cliver, Łukasz Zagrobelny, Feel, Kasia Kowalska, Milano czy Fanatic. Nawet moja żona na widok tej listy artystów stwierdziła, że czuje się staro, bo niemal połowa z nich kompletnie nic jej nie mówi. Cóż, mogłem powiedzieć to samo. Tym bardziej, że spektrum utworów wykonanych podczas koncertu było nadzwyczaj różnorodne. Mieliśmy więc klasyczne disco polo, jak i nieco lżejsze disco polo, zwykłe disco, a nawet parę piosenek całkiem znośnych do słuchania. Publiczność jednak była wręcz w ekstazie. Grane po kolei dzieła często znała na pamięć, a choć koncert zakończył się już po godzinie 22, nikomu przez myśl nie przeszło, że z racji ciszy nocnej i „uszanowania spokoju mieszkańców Starego Miasta” należy wydarzenie czym prędzej zakończyć.

Ergo – młodzi mają to, czego chcą. Teraz malkontentami stali się wielbiciele wszystkiego, co się z elitarną kulturą nie kojarzy. Tradycyjnie już zatem mamy utyskiwanie na „oszpecenie Rynku Wielkiego tandetną sceną”, nieopróżnione pojemniki na odpady na podwórzach staromiejskich kamienic, partycypowanie w kosztach przedsięwzięcia przez miasto, nie dość wysoki poziom imprezy, a nawet sam fakt, że do Zamościa zjechały tłumy „z okolicznych powiatów”.

Szanowni Państwo, złotówka zostawiona w lokalach w naszym mieście przez wielbiciela zespołu Milano ma identyczną wartość, jak złotówka pozostawiona tamże przez fana piosenki włoskiej. A tak się składa, że jakkolwiek byśmy nie zaklinali rzeczywistości, to żadna inna impreza w naszym mieście nie ma szans na ściągnięcie nawet porównywalnej liczby widzów, jak właśnie taki koncert. Jakkolwiek też nie zżymalibyśmy się na TVP, to jednak widownia koncertu rzędu dwóch milionów osób jest czymś raczej nie do pogardzenia.

Pamiętajmy o tym za rok, jeśli wtedy także uda się zorganizować podobną imprezę.

Zamość onLine / 2019-08-06