Dlaczego nie zagłosuję na PiS?


Wiadomo już, że wybory parlamentarne odbędą się 13 października. Wiadomo też (co akurat było znane od dawna), że czeka nas kampania, która najmniej będzie miała wspólnego z tym, z czym powinna mieć najwięcej – ze sprawami merytorycznymi. Zamiast tego mamy i mieć będziemy histerie, hejty, robienie z rzeczywistych nadużyć władzy tragikomiczną farsę i generalny kociokwik. Ostatnio rozbawił mnie „apel współpracowników Tadeusza Mazowieckiego” – u zamieszczony w „Gazecie Wyborczej” – aby odsunąć od władzy Prawo i Sprawiedliwość. Tak jakby w dalszym ciągu środowisko to nie pamiętało, dlaczego cztery lata temu przegrało wybory z kretesem. W Zamościu też zresztą mamy osoby, które co i rusz wklejają w mediach społecznościowych teksty wspierających poprzednią władzę środków masowego przekazu. Zazwyczaj bez żadnych własnych sformułowań poza aktami strzelistymi w stylu „bezprzykładnej destrukcji państwa”. Jaki to ma wywołać efekt w społeczeństwie poza potwierdzeniem „zafiksowania” tych osób – z pewnością odmienny od zamierzonego. Niemniej nie oznacza to, że krytyka obozu obecnej władzy z zasady nie jest uzasadniona.

Bo choć do wyborów pozostało jeszcze około półtora miesiąca, to pewne decyzje w tej sprawie podjąłem już teraz. Z całą pewnością bowiem nie tylko nie poprę najmocniej gardłującej opozycji, ale również Prawa i Sprawiedliwości – partii w tym momencie rządzącej.

Piszę w tym miejscu od kilkunastu lat, więc wiem, iż spektrum Szanownych Czytelników jest nadzwyczaj szerokie – od osób aktywnie wspierających PiS, do tych, którzy najchętniej zrównaliby tę partię z ziemią. Zdaję sobie sprawę zatem, że będzie bardzo ciężko uniknąć zaszufladkowania po poprzednim akapicie. Niemniej zachęcam do zapoznania się z uzasadnieniem mojego zdania, bo tylko wtedy lektura niniejszego tekstu będzie miała sens. Podkreślić chcę zatem, że na wspomnianą decyzję nie miały wpływu rzeczywiste afery, aferki i pseudoafery, jakie przez lata wynajdywano. Nawet te największe nie miały zasięgu takiego, jak choćby afera hazardowa czy Amber Gold, o których sympatycy opozycji raczą nie pamiętać. Idzie mi o rzecz, której politykom ja z zasady nie wybaczam – o nieudolność. Nieudolność w dwóch kwestiach, w których aż się prosi o konkretne efekty.

Rzecz pierwsza: brak rozliczeń aferzystów z poprzedniej władzy. Teza forsowana przez opozycję, że żadnych afer zwyczajnie nie było, jest zwyczajną kpiną z ludzkiego rozumu i splunięciem w twarz całemu Narodowi. Rządowi udało się uruchomić naprawdę duże – a co za tym idzie kosztowne – programy socjalne, które – według opozycji – miały pogrążyć nas w kryzysie rodem z Grecji w zasadzie od samego początku. Nie tylko nie pogrążyły (choć nie twierdzę, że za jakiś czas faktycznie nie pogrążą), ale deficyt budżetowy w 2015 roku wynosił ponad 42 mld, podczas gdy w 2018 roku niewiele ponad 10 mld zł. Wystarczyło zatem uszczelnić system podatkowy, aby dochody państwa znacznie wzrosły. Pytanie zasadnicze – co się działo w poprzednich latach, że „pieniędzy nie było i miało nie być”, parafrazując byłego ministra finansów? Co się takiego działo, że w 2016 roku zysk z podatku VAT pochodzącego z handlu paliwami wyniósł aż 20 proc. w stosunku do roku 2015? Wszak normą jest wzrost kilkuprocentowy. Słowem, naprawdę nie ma bata – za rządów Donalda Tuska i Ewy Kopacz musiano kraść i to naprawdę potężne sumy. Ma ktoś z tego tytułu zarzuty? Ano nikt...

Rzecz druga: co z wrakiem Tupolewa? Platforma Obywatelska była krytykowana za to, że nie sprowadziła do Polski wraku samolotu, który rozbił się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku. PiS miał to zmienić. Taki był m.in. cel powołania komisji Antoniego Macierewicza. Tymczasem chała. Były szef MON w kółko powtarza o konieczności prowadzenia dalszych badań oraz „porażających faktach”, jakie komisja poznała. To o wiele za mało, ale prawda też jest taka, że raczej niewielki procent społeczeństwa ta kwestia jeszcze interesuje. Mnie jednak interesuje. I domagam się skuteczności, zaś za jej brak wycofuję swoje zaufanie.

Jaka partia zatem w zamian? Poczekam do finalnego zamknięcia list wyborczych, ale wybiorę raczej któreś z niewielkich ugrupowań. Uczynię to jednak ze spokojnym sumieniem.

I na koniec news. 26 sierpnia założyłem się z posłem Jarosławem Sachajką, że jeśli w nadchodzących wyborach otrzyma on mandat poselski (w co zresztą średnio wierzę), w kolejnych wystartuje już jako reprezentant Polskiego Stronnictwa Ludowego – bez jakichkolwiek wzmianek o Kukiz’15. Stawka jest niebagatelna, bo 10 tysięcy złotych. Jakoś dziwnie jestem spokojny o swój majątek.

Zamość onLine / 2019-08-29