Straceńcy


Nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że w naszym pięknym kraju najwięcej czasu traci się na totalne bzdury. A największy udział w tym mają ci, którzy o stracie czasu gardłują najbardziej. Zamość pod tym względem nie jest wyjątkiem, choć właśnie miał okazję, by zacząć nim być.

Podczas sesji Rady Miasta, która odbyła się w ostatni poniedziałek sierpnia, radni zajmowali się m.in. projektem uchwały wspierającej arcybiskupa krakowskiego Marka Jędraszewskiego, który kilka tygodni wcześniej powiedział w homilii, że choć dziś już Polsce nie zagraża „czerwona zaraza”, to „tęczowa zaraza” jak najbardziej jest w ofensywie. Trzeba się więc przed nią bronić, a szczególnie chronić najmłodsze pokolenie jako najbardziej narażone na propagandę z tej strony. Oburzenie po tych słowach było straszliwe. Przez cały kraj przewalały się krzyczące nagłówki, jakoby hierarcha porównał homoseksualistów i innych „nieheteroseksualnych” do zarazy. Szczególnie ciekawe było obserwowanie twierdzeń, że i „czerwona zaraza” nie powinna z ust arcybiskupa paść, a takich wypowiedzi też znalazłem sporo.

Równocześnie wsparcie zorganizowała druga strona. I właśnie w ramach takich działań zamojscy radni ze skrzydła wspierającego obecną władzę przygotowali projekt uchwały, w której udzielają poparcia duchownemu zgadzając się z nim, że trzeba chronić najmłodszych przed ideologią LGBT+. Kij w mrowisko został więc wsadzony i pozostawało czekać aż opozycja go weźmie i wszystko wokół rozdyźda, jak nie przymierzając ścieki w warszawskiej „Czajce”. A ta z tego chętnie skorzystała. Najpierw na forum komisji z całych sił walczyła, aby uchwałę ściągnąć z porządku obrad. Potem powtórzyła to samo już na sesji. Argument główny – Rada Miasta powinna zajmować się sprawami mieszkańców Zamościa, a nie krakowskim metropolitą, a zamiast tracić czas na kwestie LGBT+, należy pracować nad zwiększeniem miejsc pracy w mieście, obniżeniem podatków i stworzeniem z Zamościa przyjaznego miejsca do życia.

Gdyby nasi radni rzeczywiście wychodzili z tego założenia, sprawa powyższej uchwały zajęłaby po dwie minuty na posiedzeniach komisji oraz samej sesji plenarnej. Przewodniczący przeczytałby nazwę punktu porządku obrad, następnie zapytałby czy są głosy w dyskusji, a ponieważ wszyscy wiedzieliby, że nikt nikogo do zmiany zdania nie przekona, to i nikt by się nie odezwał. Przewodniczący zarządziłby więc głosowanie, po którym ogłosiłby wynik. Tyle, że w Zamościu było inaczej. I zamiast łącznie dziesięciu minut na wszystkich posiedzeniach, sprawa zajęła dużo więcej czasu. Nadmienię jeszcze, że ta uchwała znalazła się niemal na samym końcu wszystkich w planie obrad – tuż przed stałymi uchwałami budżetowymi. Wśród wcześniejszych dwudziestu czterech projektów uchwał znalazły się m.in. zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego czy też dotyczące inwestycji mieszkaniowej przy ulicy Lipskiej oraz Fredry.

A co ja o tym sądzę? Mam wątpliwości czy był sens procedowania nad tą uchwałą. Nie wiem też, jaki jest jej rzeczywisty skutek. Tym bardziej więc za pajacowanie uznaję działania tych, którzy apelują do wojewody, aby tę uchwałę unieważnił. Jestem za to całkowicie pewien, że gdyby w styczniu tego roku pojawił się projekt uchwały upamiętniający prezydenta Gdańska i potępiający akty przemocy, to radni opozycji nie krzyczeliby, że zamojski samorząd nie powinien się zajmować sprawami dotyczącymi stolicy Pomorza.

Zamość onLine / 2019-09-03