Milczenie nie zawsze złotem


Felietony mają to do siebie, że za szczególnie cenne uważa się aktualne również po latach. Właśnie taki chciałbym dzisiaj stworzyć, aczkolwiek punktem wyjścia do niego będzie wydarzenie sprzed zaledwie kilku dni. Wydarzenie bez wątpienia smutne, bo śmierć jakiegokolwiek człowieka nie jest wesoła. A w tym wypadku akurat chodzi o człowieka, którego znała bardzo duża część mieszkańców Zamościa, o ile nie większość. Tej grupie zamościan personalia zmarłego w ostatni piątek, 6 września, zawsze na pierwszym miejscu będą przywodziły na myśl właśnie jego, a nie jednego z najbardziej znanych piłkarskich wicemistrzów olimpijskich z Barcelony sprzed 27 lat.

Kim ów imiennik dawnej gwiazdy Legii Warszawa był? Artystą, dziennikarzem, szeroko pojętym twórcą. Pisał artykuły i tworzył programy telewizyjne. Niemal cały czas wesoły i z dystansem podchodzący do świata był dobrym kompanem do rozmowy. Jako osoba blisko związana z kulturą miał w tym środowisku wielu przyjaciół. Zresztą nie tylko tam. W ostatnich dniach można się było o tym przekonać czytając kondolencje składane rodzinie przez naprawdę mnóstwo osób.

Oczywiście w żadnym stopniu nie podejrzewam tych ludzi o nieszczerość. Niemniej przy tej okazji po raz kolejny unaocznił mi się problem, jaki mamy w naszym kraju, czyli sposobu mówienia o ludziach, którzy odeszli. Utarł się moim zdaniem kompletnie nieuzasadniony zwyczaj, by „o zmarłych mówić dobrze albo wcale”. I już nie chodzi nawet o to, że przy takiej okazji zmarli na tamtym świecie dowiadują się niekiedy na swój temat rzeczy, których nigdy nie słyszeli podczas przebywania na tym łez padole. Mam jednak wrażenie, że oni tracą wówczas swoją podstawową cechę – człowieczeństwo. Ono bowiem charakteryzuje się nie tylko przeżywaniem uczuć, twórczością i zdobywaniem kolejnych osiągnięć, ale także popełnianiem błędów.

Odnosząc to do samego szefa Telewizji Zamość – nie mam na myśli niczego, co zrobił wobec mnie. Mogę chyba nawet zaryzykować stwierdzenie, że się lubiliśmy. Nie jakoś szczególnie zażyle, ale zawsze witaliśmy się z uśmiechem. Niemniej miał on na swoim koncie trochę niewłaściwych decyzji. Szczególnie dotyczy to czasów, w których jednym ze stałych gości prowadzonej przez niego „Loży prasowej” był obecny prezydent Zamościa. I dużo mogą na ten temat powiedzieć ludzie, którzy m.in. właśnie wspomniany program kręcili stojąc za kamerą lub siedząc w reżyserce. Kiedy we wrześniu 2007 roku odszedł ostatni z nich, Telewizja Zamość po prostu przestała nadawać, bo nikt na ich miejsce przyjść nie chciał. Oni z pewnością pytani o osobę zmarłego stosując wspomnianą przeze mnie wcześniej zasadę milczeliby przez cały czas.

Chcę być dobrze zrozumiany – nie chodzi mi o to, by skupiać się wyłącznie na krytyce żywota tego pana. Absolutnie nie chcę mu też odbierać zasług dla zamojskiej kultury. Warto jednak wspominając go przyznać, że nie wszystko wykonywał właściwie i nie wszystko co robił stanowi przykład do naśladowania. Ponieważ był przede wszystkim zwyczajnym człowiekiem – jak każdy z nas. Ergo – ani nie gloryfikujmy zmarłych, ani ich nie potępiajmy w czambuł. Mówmy o nich po prostu prawdę.

Zamość onLine / 2019-09-12