WORD woli spać


Jeżdżąc po kraju mam do czynienia z wieloma współużytkownikami dróg. Pokonując trasę z Krakowa do Zamościa wiem, że muszę się nastawić na kilka spraw. Przede wszystkim na szaleńców za kierownicami BMW. W zasadzie od początku mojego samodzielnego podróżowania za kółkiem przekonuję się, że zła opinia o „woźnicach” w tych pojazdach nie jest zwyczajnym stereotypem. Coś te samochody chyba po prostu w sobie mają, że ich kierowcy tuż po odpaleniu silnika dostają małpiego rozumu i szaleją po wszystkich rodzajach dróg. W efekcie jazda autkiem z ledwie litrowym silnikiem – szczególnie po zachodzie słońca – staje się zdecydowanie bardziej ryzykowna, gdyż nie wiadomo co strzeli do głowy prowadzącym „beemki”. Szczytem jest wyprzedzanie tuż przed zjechaniem z autostrady. Nie umiem wyjaśnić tego zjawiska inaczej, jak chęcią podreperowania poczucia swej męskości przez sprawcę.

Ale zauważyłem też, że przyjeżdżając do Zamościa muszę liczyć się z czymś jeszcze – ciapowatością kierowców. Teoretycznie głównie wśród młodych, ale z upływem lat przekształca się ona w zwyczajną nonszalancję. Jedno i drugie jest fatalne. A wszystko bierze się z naszego systemu szkolenia, który z kolei stanowi pochodną wytycznych pochodzących z zamojskiego Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego.

Kurs prawa jazdy przechodziłem sześć lat temu, ale patrząc na nasze ulice śmiem twierdzić, że nie zmieniło się w tej materii absolutnie nic. W dalszym ciągu praktyczny egzamin na prawo jazdy to zwyczajne przemieszczanie się po mieście, w trakcie którego należy po prostu nie przekraczać prędkości i nie łamać innych przepisów. W efekcie widząc jakikolwiek samochód z „L” na dachu możemy być pewni, że mamy do czynienia z zawalidrogą, który będzie się wlókł niezwykle ślamazarnie, a wjeżdżając na rondo wrzuci lewy kierunkowskaz.

Tego ostatniego nie rozumiem szczególnie. Na zwyczajną logikę bowiem – jeśli wjeżdżamy na rondo, poruszamy się na nim w konkretnym kierunku i jakakolwiek sygnalizacja kierunkowskazem tej czynności nie jest w żaden sposób uzasadniona. Właściwe jest jedynie włączenie prawego kierunkowskazu w połowie zjazdu poprzedzającego wykonanie zamierzonego skrętu. Co więcej, instruktorzy nauki jazdy też to doskonale wiedzą. Uczą jednak inaczej, bo… tego wymaga zamojski WORD.

Niemniej widać to także w samym poruszaniu się „elek” po drodze. Przez cały okres nauki jazdy kursanci szkoleni są, by każdy manewr przeprowadzać punkt po punkcie i po każdorazowym upewnieniu się. Oczywiście nie ma w tym nic złego, o ile z każdą jazdą młody adept tej sztuki robi to pewniej i sprawniej. Tymczasem absolutnie nie jest to egzekwowane. Na egzaminie zresztą też.

A potem taki młody człowiek otrzymuje prawo jazdy, wyjeżdża w Polskę i... przeżywa szok. W większym miastach bowiem nie ma tyle czasu na przemyślenie kwestii następnego manewru. Wszystko odbywa się płynnie. Zresztą wystarczy posłuchać dostępnego na Youtube programu „Jedź bezpiecznie”, w którym sekretarz Wojewódzkiej Rady Bezpieczeństwa w Ruchu Drogowym w Krakowie tłumaczy niuanse odpowiedniego poruszania się po drodze. Praktycznie w każdym odcinku zwraca on uwagę na konieczność sprawnej jazdy, aby uniknąć wytworzenia korków ulicznych. No ale stolica Małopolski to duże miasto, zaś Zamość jest malutki, dlatego uczmy tylko jazdy po drogach zamojskich, bo cała reszta jest nam niepotrzebna, prawda?

Nie, Szanowni Państwo, ci młodzi ludzie będą też jeździć po większych miastach. A tam czekają ich korki, mała liczba miejsc parkingowych, bus pasy i dużo bardziej rozwinięta niż u nas sieć komunikacji publicznej, z tramwajami włącznie. Podróżowanie po czymś takim wymaga naprawdę sprawnego i zdecydowanego operowania pojazdem. Tym bardziej szkoda, że zamojski WORD nauki tych elementów nie uważa za potrzebną.

Zamość onLine / 2019-10-03