Hałdarjurzenie po zamojsku


Zmiany klimatu to coś, o czym mówi się w mediach codziennie. A dyskusja już dawno zeszła na taki poziom, żeby zwykli ludzie wiedzieli, że mają się nie wychylać, bo są ciemniakami. Dlatego jeśli zima będzie ciepła, mają sobie zakodować, że jest to efekt zmian klimatu. Jeśli będzie zimna lub śnieżna, to też będzie efekt zmian klimatu. To, że w ubiegłym tygodniu mieliśmy kilka deszczowych dni, też stanowi rezultat zmian klimatycznych i w ogóle wszystko stanowi zmian klimatycznych. Bo choć od co najmniej – bo tyle pamiętam – ponad dwóch dekad w listopadzie i grudniu różnego rodzaju „Teleexpressy” bombardowały ludzi filmami o kwiatkach, które akurat zakwitły lub zwierzątkach, które jeszcze nie udały się na sen zimowy, obecnie przy takich okazjach podkreśla się, że „klimat wariuje”. Z tego powodu jedni ludzie zwyczajnie głupieją uznając małość swego rozumu, a inni otwarcie martwią się, że już najbliższego lata dojdzie do katastrofy w rodzaju blackoutu. W skrajnych przypadkach tworzą pojęcie „grzechu ekologicznego” lub dają robić z siebie małpkę i podróżują jachtem na drugi koniec Atlantyku załatwiając się do wiaderka po to, żeby wykrzyczeć możnym tego świata „How dare you!” i groźnie na nich spojrzeć.

W Zamościu przybrało to postać dyskutowania nad tematem smogu w mieście. Smogu, który faktycznie istnieje i który już nie stanowi jedynie problemu dla Krakowa, Żywca, Rybnika i innych miast południowej Polski. Teraz smogiem zajmuje się cała Polska, w tym nasze miasto. Z tym, że ta dyskusja ma jeszcze o tyle dużo wspólnego ze zdrowym rozsądkiem, iż skupia się rzeczywiście na prawdziwym problemie, a przynajmniej kojarzy go z właściwym okresem, czyli sezonem grzewczym. Czyli z tym, czym ludzie palą w domach, aby sobie je ogrzać. A taki spacer – szczególnie wieczorową porą – po ulicach na przykład Karolówki potrafi dostarczyć wielu wrażeń aromatycznych.

Dobrze zatem, że są mieszkańcy, którzy zwracają uwagę na te kwestie. Przy czym podczas październikowej sesji Rady Miasta można było się dowiedzieć, że remedium na nie jest… zainstalowanie na terenie miasta stacji pomiarowych. Oczywiście zawsze lepiej coś wiedzieć aniżeli nie mieć świadomości istnienia zagrożenia. Jednakże usiłowałem dostrzec związek pomiędzy zwiększeniem dostępności informacji o stanie powietrza w Zamościu a poprawą jego jakości, no i nie powiem, żeby to się udało. Przepraszam bardzo, ale nikt mi nie wmówi, że osoby ogrzewające swój dom śmieciami i innym guanem przejmą się widząc czerwone wskaźniki na monitorze. Dyskusja zresztą była o tyle bezprzedmiotowa, że kilka takich czujników niedawno przekazała miastu firma Veolia.

Nie zauważyłem jednak, żeby ktokolwiek zasugerował wyposażenie Straży Miejskiej w instrumenty pozwalające nakładać sankcje na osoby trujące okolicę. Bo choć obecnie obowiązujące prawo (konkretnie artykuł 379 ustawy o ochronie środowiska) pozwala funkcjonariuszom na skontrolowanie metody ogrzewania na terenie danej nieruchomości, to nie jest to jedyne zadanie, z którego mają wywiązywać się strażnicy miejscy. A nie odważyłbym się dokonać stwierdzenia, że mamy ich w Zamościu wystarczająco wielu. Efektywność mógłby zwiększyć dron, który sprawdzałby substancje wylatujące z kominów. Tyle tylko, że w tej sprawie też nie słyszałem jakichś postulatów. Szkoda więc, że i tutaj debata nie idzie we właściwą stronę.

Zamość onLine / 2019-11-22