Hetman jesienią, czyli (oby) nienasyceni


Po ostatnim tegorocznym meczu piłkarzy zamojskiego Hetmana wypada stworzyć podsumowanie ich dotychczasowych zmagań. Mówiąc najkrócej – choć początek sezonu był obiecujący, a rok udało się zakończyć wygraną w meczu „o sześć punktów” w Radzyniu Podlaskim, trudno być zadowolonym z przebiegu pozostałych gier.

Wiadomo, że zawsze po awansie do wyższej ligi drużyna ma trudniej. Czwarta liga to jednak zdecydowanie niższy poziom, zresztą w zasadzie od chwili spadku ówczesnego AMSPN-u Hetmana z ligi trzeciej do czwartej powrót do wyższej klasy nie był specjalnie odległy. Hetman zawsze zajmował miejsca w ścisłej czołówce tabeli, tak więc awans stanowił kwestię czasu. Zwłaszcza, że pod względem organizacyjnym w klubie było stale bardzo podobnie, tak więc nie istniało szczególne zagrożenie poważnego osłabienia kadrowego. Kiedy promocja stała się faktem, trzeba było realnie myśleć o dalszych celach. Sam wiosną prorokowałem, że potencjał Hetmana pozwala wierzyć w miejsce w pierwszej „szóstce” na koniec kolejnego sezonu. Jednakże lokata, którą nasza drużyna dzierżyć będzie aż do marca, z pewnością nie może być uznawana za satysfakcjonującą.

Owszem, z pewnością świetny początek sezonu był efektem również korzystnego terminarza, w którym nie dość, że mieliśmy raczej słabszych rywali, to jeszcze i wyjazdy nie były zbyt dalekie. Ale od 7 września na kolejną wygraną musieliśmy czekać aż do 23 listopada. Przez dwa i pół miesiące nasi piłkarze częściej schodzili z boiska pokonani, aniżeli zdobywali jakiekolwiek punkty. Co ważniejsze, zwykle były to porażki w pełni zasłużone. W tych meczach bowiem wprawdzie prowadziliśmy wyrównane boje, ale tylko do czasu. W pewnym momencie rywal włączał drugi bieg i traciliśmy kontakt. Klasycznym przykładem był mecz z Hutnikiem w Krakowie, gdzie Hetman tylko pozornie grał jak równy z równym. Kiedy już Hutnik przycisnął, to nasi automatycznie tracili animusz.

Rok 2019 zamojski klub kończy na czternastym miejscu w tabeli, z dorobkiem 21 punktów. Nad Orlętami z Radzynia mamy przewagę sześciu „oczek”, zaś do piątej w tabeli Stali Kraśnik tracimy ich zaledwie pięć. Teoretycznie zatem nie jest to zła pozycja wyjściowa do tego, by jeszcze w tej lidze namieszać. Jednakże choć szczerze tego Hetmanowi życzę, to zarazem twierdzę, że należy powstrzymać optymizm i przede wszystkim rozliczać Hetmana za podstawową rzecz – utrzymanie na tym szczeblu rozgrywkowym.

Patrząc na przyszłoroczny terminarz gier wychodzi mi, że większość najlepszych drużyn tej ligi zmierzy się z Hetmanem na stadionie przy ulicy Królowej Jadwigi. Zarazem zespoły najsłabsze podejmą nasz zespół na swoich obiektach. Moim zdaniem to lepiej niż na odwrót, tak więc jest to jakiś atut. Miejmy nadzieję, że Jacek Ziarkowski spokojnie przepracuje okres przygotowawczy z zawodnikami i klubu nie dotkną żadne zawirowania organizacyjne. Wówczas będzie można bieżący sezon po prostu odhaczyć i staranniej zabrać się za kolejny.

Zamość onLine / 2019-11-28