Będę mordercą


Proszę potraktować tytuł niniejszego felietonu śmiertelnie poważnie. Co więcej, jestem przekonany, że do podobnej konkluzji doszło wiele innych osób w naszym kraju, którzy obserwują życie publiczne, w tym zapowiedzi zmian przepisów. W tym konkretnym akurat – nomen omen – wypadku chodzi mi o zapowiedź ważnej zmiany w przepisach ruchu drogowego. Mianowicie o wprowadzenie zasady, że pieszy ma pierwszeństwo jeszcze zanim wejdzie na „zebrę”.

„Badania pokazują, że piesi zachowują się w większości roztropnie na przejściach. Dlatego wprowadzimy pierwszeństwo pieszych jeszcze przed wejściem na przejście” - tak mówił premier Mateusz Morawiecki w swoim listopadowym exposé. Podpierał się przy tym doświadczeniami litewskimi, gdzie wprowadzono właśnie taką modyfikację. Wedle statystyk tamtejszego ministerstwa transportu po wprowadzeniu regulacji było o 40 proc. mniej zabitych na przejściach: od stycznia do października bieżącego roku zginęło 9 osób, zaś w analogicznym okresie roku ubiegłego – 15.

Nie tak dawno pisałem na tych łamach o programie „Jedź bezpiecznie”, emitowanym na antenie TVP Kraków. Tam z góry można zakładać, że co najmniej raz w miesiącu widzowie będą raczeni obrazkami niedobrych kierowców, którzy zostali przyłapani albo podczas wyprzedzania na przejściu dla pieszych, albo – co gorsza – na omijaniu pojazdu, który się zatrzymał w celu przepuszczenia osób oczekujących na przejście. Program to naprawdę dobry, nawet jeśli prowadzący niekiedy zachowuje się groteskowo. Tam jednak można znaleźć trafiające często nawet do najbardziej opornych wyjaśnienia dlaczego dane zachowanie na drodze jest złe. W kwestii pieszych należy pamiętać po prostu o łatwej zasadzie – zbliżając się do przejścia zwolnij, rozejrzyj się i zobacz czy ktoś akurat nie wchodzi na jezdnię. W razie potrzeby zatrzymaj się, aby przepuścić osoby, które chcą przejść na drugą stronę drogi. Szczególną ostrożność zachowaj na drodze wielopasmowej, bo tam o wypadek na przejściu jest szczególnie łatwo. Przyznają Państwo, że są to elementy bardzo łatwe tak do zapamiętania, jak i zastosowania.

Co więcej, w teorii powinno to działać. I nawet działa, o ile piesi są świadomi, że błędy są rzeczą ludzką, a rozpędzonego auta nie da się zatrzymać w sekundę, zaś kierowcy umieją postawić się w sytuacji pieszego, który chce po prostu przejść na przeciwną stronę. Ergo – wystarczy po prostu wzajemne zrozumienie. Dla kontrastu proszę sobie pojechać do Turcji. Tam praw piesi w zasadzie nie mają żadnych. No chyba, że akurat są na przejściu ze światłami, a w okolicy nie ma żadnego taksówkarza, który chce przez to przejście przejechać. Naprawdę doceńmy to, co mamy.

Jaki bowiem będzie efekt wprowadzenia zmian zapowiadanych przez premiera? Mogę się założyć, że wypadków z udziałem pieszych będzie jeszcze więcej niż obecnie. Podróżując po Polsce widzę całą masę – szczególnie młodych – ludzi, którzy mają głęboko w odwłoku szacunek dla kierowców i świadomość marności swojego istnienia w starciu z samochodem. Oni po prostu wchodzą na pasy i idą prosto nawet się nie rozglądając. Większość z nich wzrok ma wlepiony w ekran telefonu i nic ich nie obchodzi, że mogą zginąć. Oczywiście prawie wszyscy ubrani są na czarno, bez jakichkolwiek odblasków, co o tej porze roku oraz nocą jest szczególnie bezmyślne. Tkwi im za to w głowach, że mają pierwszeństwo na przejściu. Kiedy pierwszeństwo otrzymają jeszcze zanim wejdą na „zebrę”, będą się wręcz prosić o śmierć lub kalectwo.

Mam przerażające przeczucie, że pewnego dnia taka osoba wpadnie pod mój samochód. Nie wiem czy będzie to uczeń, student, czyjaś narzeczona bądź żona, matka czy dziadek. Natomiast mam głębokie przekonanie, że tak się właśnie stanie. Oczywiście zostanę wówczas skazany. Pytanie jednak czy taki – przykładowo – paraliż czterokończynowy nie sprawi, że poszkodowanemu będzie wówczas obojętne, że otrzymam karę przewidzianą w ustawie? Tyle tylko, że wtedy będzie już stanowczo zbyt późno.

Zamość onLine / 2019-12-04