Zmiana z dozą nadziei


Choć znajdujemy się obecnie w gorącym okresie świąteczno-noworocznym, a sam niniejszy tekst tworzę na kilka godzin przed podróżą pociągiem przez całą Polskę, muszę poruszyć temat bynajmniej nie świąteczny. Muszę, ponieważ dosłownie na kilka dni przed Bożym Narodzeniem doszło do drugiego w sensie tegorocznej ważności wydarzenia w zamojskiej piłce nożnej. Tym najistotniejszym bez wątpienia jest awans piłkarzy Hetmana z IV ligi lubelskiej do grupy czwartej III ligi. Ale po kilku miesiącach od tamtego osiągnięcia musimy dość twardo wrócić do prozy życia. Nasz klub tak postąpił i 17 grudnia – po przeanalizowaniu wyników piłkarzy w rundzie jesiennej – podjął decyzję o zaprzestaniu współpracy z trenerem Jackiem Ziarkowskim oraz jego asystentem Mariuszem Bardą.

Stali Czytelnicy pamiętają na pewno mój tekst z końca listopada, w którym nie postulowałem rozwiązania umów ze sztabem trenerskim. Zrobiłem tak z prostego powodu – nie uważałem, że mam ku temu moralne prawo biorąc pod uwagę, iż byłem przeciwnikiem zwalniania trenera Marka Motyki i zastępowania go Jackiem Ziarkowskim. Uważałem, że na ówczesną grupę zawodników potrzeba szkoleniowca o twardej ręce. Kolejne miesiące pokazały jednak, że akurat Jackowi Ziarkowskiemu udało się dotrzeć do piłkarzy i tak dobrać kadrę w kolejnych okienkach transferowych, że zaowocowało to promocją, o którą przecież Hetman bił się co roku, lecz co roku bezskutecznie. I choć okres od września do nieomal ostatniego meczu w roku był już znacznie gorszy, to nie chciałem odbierać trenerowi wszystkich szans na powrót Hetmana w wyższe sfery tabeli.

Inaczej rzecz ujmując – nie czułem się kompetentny do tego, by radzić zarządowi klubu zwolnienie trenera. Zarząd sam musiał uznać przed samym sobą czy ma jeszcze zaufanie do Jacka Ziarkowskiego, czy też należy szukać innego szkoleniowca. Wybrał tę drugą opcję i przyznam, że nie czuję, iż powinienem mieć z tego powodu do klubowych decydentów jakiekolwiek pretensje. Od pewnego momentu nasz zespół oglądało się naprawdę ciężko i gołym okiem było widać, że trener ma wielki problem z wykrzesaniem ze swoich podopiecznych maksimum możliwości. Ale od stycznia poprowadzi ich osoba z zupełnie innej półki. Przynajmniej wiekowej. I chyba mogę zaryzykować stwierdzenie, że również ambicjonalnej.

Trenerem Hetmana został bowiem 31-letni Marcin Płuska, zaś jego asystentem Michał Macek. Papiery Płuska ma całkiem obiecujące. Karierę zawodniczą przerwała mu w wieku 16 lat poważna kontuzja, ale facet zebrał się w sobie i postawił na trenerkę. Najpierw prowadził grupy młodzieżowe, a od 2012 roku – z lekkimi przerwami – działa w piłce seniorskiej. Bez wątpienia może pochwalić się wprowadzeniem na szczebel trzeciej ligi Widzewa Łódź. Ostatnio pracował w drugoligowej Pogoni Siedlce. Tam wpierw był asystentem trenera Daniela Purzyckiego, a od 29 października pracował już jako pierwszy szkoleniowiec. Prowadził siedlczan w sześciu meczach zdobywając średnio 1,5 punktu. Pewnie zostałby w Siedlcach na dłużej, bo kibice generalnie byli za nim. Tyle, że jego aktualne szlify nie pozwalają w tym momencie na samodzielną pracę na szczeblu II ligi. Na ligę trzecią jest jednak w sam raz.

I właśnie w tym upatruję głównie nadziei na lepsze czasy dla Hetmana. Facet ewidentnie chce zrobić karierę w trenerce, chce się kształcić i każdą pozycję w CV traktuje bardzo poważnie na przyszłość. Oczywiście to oznacza też, że jeżeli Hetman ugrzęźnie w trzeciej lidze, a Płuska uzupełni kwalifikacje i zechce go przygarnąć klub z wyższej półki, to nie będziemy mieli zbyt wielu argumentów, żeby go zatrzymać. Niemniej jeśli uważamy, że właściwe miejsce dla Hetmana jest na wyższym szczeblu, to musimy zbudować podwaliny do tego, by nasz klub był uważany za taki, któremu nie grozi ponowna degrengolada. Myślę, że Marcin Płuska może je w zakresie sportowym utworzyć.

Zamość onLine / 2019-12-27