Moja dziesiątka A.D. 2019


Jak samozwańcza (bo moja) tradycja nakazuje, pierwszy tekst w danym roku poświęcam na przedstawienie moich typów w Plebiscycie "Przeglądu Sportowego" na Najlepszego Sportowca Polski. Jego bieżąca edycja jest już osiemdziesiątą piątą i choć różne były jego koleje losu, to zawsze stanowił jeden z najważniejszych wyznaczników stanu rodzimego sportu.

Pierwsze miejsce przyznałem bez najmniejszych wątpliwości. Nie tylko dlatego, że Paweł Fajdek reprezentuje zamojski "Agros". Czwarty z rzędu tytuł mistrza świata w rzucie młotem to coś, co po prostu musi wywoływać automatyczny ukłon w kierunku naszego czempiona. Acz w dalszym ciągu mam nadzieję, że wszystkie jego najwyższe stopnie podium na "zwykłych" mistrzostwach zostaną w końcu przekute na jakikolwiek medal igrzysk olimpijskich. Zmagania młociarzy w Tokio będę zapewne śledził z najwyższą uwagą.

Miejsce drugie przyznaję Dawidowi Kubackiemu. Jego złoty medal mistrzostw świata na tzw. normalnej skoczni to dla mnie jedna z najbardziej niesamowitych historii w świecie sportu. Do tego stopnia, że po pierwszej serii konkursu, w której wszyscy nasi skoczkowie zaprezentowali się słabo, przełączyłem kanał, by obejrzeć mecz Rogera Federera na turnieju w Dubaju. A potem włączyłem komputer i ze strony FIS-u odczytałem wiadomość, że Polacy zdobyli złoto i srebro. Cud to mało powiedziane.

Trzecia lokata dla Bartosza Zmarzlika. Jak nieraz pisałem na tych łamach, nie jestem fanem żużla w wersji drużynowej, ale indywidualnie to jedna z najbardziej widowiskowych dyscyplin. I byłem pod ogromnym wrażeniem stylu jazdy tego 24-latka. Moim zdaniem gdy skończy karierę, to właśnie on będzie najbardziej utytułowanym polskim żużlowcem.

Czwartą pozycję przyznaję naszej wioślarskiej czwórce bez sternika: Mateuszowi Wilangowskiemu, Mikołajowi Burdzie, Marcinowi Brzezińskiemu i Michałowi Szpakowskiemu. Osada niezwykle doświadczona i zapewne po igrzyskach w Tokio przynajmniej dwóch zawodników z tej grupy zakończy kariery. Niemniej ubiegłoroczny sezon - okraszony złotym medalem mistrzostw świata - należał do niezwykle udanych, za co trzeba ich odpowiednio docenić.

Miejsce piąte otrzymuje ode mnie kobieca sztafeta lekkoatletyczna 4x400 metrów: Iga Baumgart-Witan, Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka, Małgorzata Hołub-Kowalik i Justyna Święty-Ersetic. Halowe mistrzostwo Europy, wygrana w festiwalu sztafet, a przede wszystkim wicemistrzostwo świata z naprawdę znakomitym rekordem Polski to sukcesy, po których naprawdę przecierałem oczy ze zdumienia. I oczywiste jest, że trzymam kciuki za powtórkę w Tokio.

Szóste miejsca dla Kamila Stocha. On w słynnym konkursie na skoczni w Seefeld przegrał jedynie z Dawidem Kubackim, a poza tym zajął trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Taka osobista refleksja - po niedawnym zwycięstwie w konkursie PŚ w szwajcarskim Engelbergu skoczek z Zębu ma już jedynie pięć wygranych w tych zawodach mniej od Adama Małysza. Przyznam, że jeszcze niedawno sądziłem, iż nie uda mu się prześcignąć mistrza z Wisły, ale teraz wydaje mi się to całkiem realne. Jeśli tak się stanie, Stoch będzie gorszy od Małysza jedynie w liczbie wygranych klasyfikacji generalnych Pucharu Świata. I to tylko o dwie Kryształowe Kule, a w całej reszcie trofeów będzie bił Małysza na głowę. Wtedy naprawdę będzie można mówić o Stochu jako o najlepszym skoczku narciarskim w historii Polski i... należałoby chyba jakąś skocznię jego imieniem nazwać. Albo nawet wybudować.

Miejsce siódme otrzymuje Natalia Maliszewska. Złoty medal Mistrzostw Europy oraz wygrana w końcowej klasyfikacji Pucharu Świata w short-tracku to sukcesy tym bardziej nie do pogardzenia, że wywalczone w dyscyplinie stanowiącej w Polsce absolutną niszę. A zarazem moim zdaniem bardziej widowiskową od żużla.

Agnieszka Kobus-Zawojska, Marta Wieliczko, Maria Sajdak i Katarzyna Zillmann, czyli wioślarska czwórka podwójna, otrzymuje ode mnie ósme miejsce. Niewątpliwie to jedna z naszych największych nadziei olimpijskich, dlatego jej srebrny medal mistrzostw świata trzeba uznać za sukces godny umiejscowienia w niniejszym zestawieniu.

Dziewiąta pozycja dla Piotra Liska. Nie tyle za brązowy medal mistrzostw świata, ale przede wszystkim za naprawdę rewelacyjne wyniki. Od tego roku rekord Polski w skoku o tyczce wynosi dzięki niemu aż 6,02 m! Do tego wywalczył tytuł halowego wicemistrza Starego Kontynentu.

Nad miejscem dziesiątym głowiłem się dość długo. Z pewnością gdyby nominacje przyznawane były w grudniu, to otrzymałaby ją nasza pływacka sztafeta pań na 4x50 metrów stylem zmiennym, która w brawurowym stylu wywalczyła mistrzostwo Europy na krótkim basenie. I właśnie jej przyznałbym miejsce w "dziesiątce" - może nawet niekoniecznie na końcu tego zestawienia. Ale ponieważ sztafety w gronie nominowanym nie ma, dziesiątą pozycję przyznaję Marcinowi Lewandowskiemu. Tytuł halowego mistrza Europy i brązowy medal mistrzostw świata nie wygląda może szczególnie imponująco, ale wziąć pod uwagę należy, iż mówimy o zawodniku, który musiał się przestawić z biegania 800 na 1500 metrów. A drugi z tych dystansów jest naprawdę pełen świetnych zawodników z Afryki i Azji, tak więc medal największej imprezy na świecie jest osiągnięciem świetnym.

Czekamy zatem na kolejny rok. Rok pełen letnich igrzysk olimpijskich, ale także piłkarskich mistrzostw Europy i kilku innych ważnych wydarzeń sportowych. Mam nadzieję, że przy kolejnej edycji będę miał zdecydowanie większy problem z wyborem tych, którym przyznam swoje punkty w plebiscycie.

Zamość onLine / 2020-01-03