Zaślepieni cukrem


W ubiegłym tygodniu pisałem o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy jako przykładzie na ślepe podążanie za głosem tzw. autorytetów, bez refleksji na temat rzeczywistego sensu całej akcji. Dziś poruszę temat w swojej istocie bardzo podobny, bo też i ślepe posłuszeństwo to cecha niestety typowa dla zwolenników praktycznie wszystkich opcji politycznych w naszym pięknym kraju. Z całym zestawem niemal identycznych konsekwencji.

Już 1 kwietnia bowiem w Polsce pojawić się ma nowy podatek. Jak wiadomo, nasz rząd generalnie nie podnosi podatków, a co najwyżej nakłada nowe – często nawet nie nazywając ich podatkami, lecz opłatami tudzież daninami. Ale władza dba też o zdrowie Polaków, dlatego nie cofnęła się przed podwyżką akcyzy na napoje alkoholowe, a obecnie intensywnie konsultuje pomysł wprowadzenia tzw. podatku cukrowego. „Celem projektu ustawy jest wykorzystanie polityki fiskalnej jako narzędzia służącego promocji prozdrowotnych wyborów konsumentów” - tak mówi sam rzecznik ministerstwa zdrowia, więc to musi być prawda.

O jak wysokich stawkach mówimy? Wedle najnowszej wersji za każdy litr dosładzanego napoju producenci zapłacą dodatkowo 50 groszy. O 10 groszy wyższa będzie opłata za dodatek kofeiny, tauryny lub guarany. Kolejne 5 groszy zaś będzie naliczane za każdy nadmiarowy gram cukru w napoju, o ile zawartość cukru jest wyższa niż 5 gramów na 100 ml produktu. Wersja poprzednia była mniej zróżnicowana, gdyż zależała jedynie od tego, ile substancji słodzącej znajduje się w litrze sprzedawanego napoju. Jeśli zawiera jedną, za każdy litr zostałoby naliczone 70 groszy podatku, 80 groszy za więcej niż jedną, a 20 groszy byłoby doliczane do każdego litra napoju z zawartością jednej substancji o właściwościach aktywnych.

Oczywiście tzw. eksperci zdrowotni zgodnie przytakują rządowej idei i podkreślają, że mamy problem z otyłością wśród dzieci i dorosłych, stąd „każdy pomysł, którego celem jest zmniejszenie spożycia cukru, jest godny pochwały”. Co pokazuje poziom inteligencji tychże ekspertów, których wiedza sprowadza się do jednej dziedziny, natomiast z kojarzeniem faktów mają dużo większy problem.

Pomijam drobiazg, że mieszkańcy np. takiego Zgorzelca będą jeździć do Goerlitz po napoje słodzone, bo te po prostu staną się tańsze niż w naszym kraju, bo to oczywiste. Podobnie jak w przypadku ziem przy granicy ze Słowacją i Czechami. Dużo poważniej jednak wygląda sytuacja, w której spojrzymy na problem ze strony rolników. A tak się składa, że na Zamojszczyźnie mamy całkiem spore grono osób zajmujących się uprawą buraka cukrowego. Trudno im będzie uwierzyć, że obecny rząd jest rzeczywiście najbardziej sprzyjającym rolnictwu polskiemu w ostatnich kilkudziesięciu latach, skoro od kwietnia taniej będzie dodawać do napojów dużo szkodliwszy od cukru aspartam lub syrop glukozowo-fruktozowy.

Rzecz kolejna – podkreśla się szczególnie, że podatek ten ma uderzyć przede wszystkim w koncerny produkujące najbardziej popularne napoje, mające poza tym opinię najbardziej szkodliwych, czyli Coca-colę i Pepsi. Każdy, kto bywa w sklepach, z pewnością zauważył, że akurat te produkty dosyć często objęte są promocjami i to całkiem dużymi. Można więc zaryzykować twierdzenie, że firmy produkujące te towary mają spore możliwości negocjacyjne w zakresie wprowadzenia cen elastycznych. Nader rzadko zaś można spotkać promocje na napoje dosładzane produkowane przez firmy polskie. Ergo – możliwości, o których pisałem wyżej, mają znacznie mniej. Tym samym nowy podatek uderzy w nie na pewno w większym stopniu niż w koncerny zagraniczne. To teza tym bardziej prawdopodobna, że przeglądając głosy w dyskusji na temat nowego podatku, opinii producentów Coca-coli i Pepsi doszukać się nie sposób. Im zatem w gruncie rzeczy w tej sprawie jest wszystko jedno. Swoje i tak zarobią, najwyżej kosztem polskich przedsiębiorstw.

Ale to wyjdzie na jaw dopiero później. Na razie cieszmy się, że rząd dba o nasze zdrowie i na wszelki wypadek zróbmy zapasy nie tylko cukru, ale i soli.

Zamość onLine / 2020-01-24