Upadek PKS Zamość, czyli opozycyjna skleroza


Spośród wszelkich specjalności medycznych szczególny szacunek mam do lekarzy onkologów. Oni chyba najczęściej spośród wszystkich medyków spotykają się z przypadkami beznadziejnymi, ale zarazem najczęściej po drugiej stronie natrafiają na opór ze strony pacjentów i ich rodzin, którzy proszą ich, by jednak jeszcze podjąć walkę. I wcale nie tak rzadko dochodzi do sytuacji, w których taki pacjent umiera, a rodzina jeszcze potrafi mieć pretensje do lekarza o ich zdaniem niewłaściwą terapię. Albo że właśnie takiej terapii jednak nie wdrożył uznając, że takowa tylko jeszcze bardziej umęczy pacjenta.

Takie skojarzenia mam obserwując debatę, jaka w lokalnych mediach rozgorzała po oficjalnym postanowieniu, jakie zapadło 8 stycznia przed Sądem Rejonowym Lublin-Wschód z siedzibą w Świdniku o ogłoszeniu upadłości likwidacyjnej spółki PKS Zamość. Ilość cynizmu i hipokryzji, jaka przewija się w głosach płynących ze strony lokalnych radnych opozycyjnych, jest największa odkąd pamiętam. Zewsząd podkreślają, że postanowienie o upadłości likwidacyjnej spółki zapadło za rządów obecnej władzy centralnej, która to władza obiecywała „reaktywację połączeń autobusowych”. Czytając te wypowiedzi chwilami zastanawiam się czy to aby na pewno ci sami ludzie, których znam i którzy muszą się świetnie orientować w historii upadku zamojskiego PKS-u.

Przypomnijmy zatem, że po raz pierwszy o kłopotach zamojskiego przewoźnika opinia publiczna usłyszała niemal w tym samym czasie, w jakim PKP Intercity dokonała rzezi wszystkich pociągów docierających wówczas na Zamojszczyznę, czyli w 2009 roku. Potem nastąpiło przejęcie przewoźnika przez należący do samorządu województwa lubelskiego (rządzonego wówczas przez koalicję PO-PSL) PKS Wschód i zaczęły się dziwne machinacje, obliczone na sprzedaż majątku posiadanego wówczas przez spółkę. Tak to się jakoś dziwnie działo, że najpierw jeden prezes ogłaszał, iż chce sprzedać dworzec autobusowy, za co został odwołany, po czym jego następca ogłaszał, że… również chce sprzedać dworzec autobusowy. Koniec końców dworzec faktycznie został sprzedany. A potem baza PKS-u przy ulicy Sadowej. A jeszcze później prezes Andrzej Mulawa przyszedł na posiedzenie Komisji Budżetu, Infrastruktury i Mienia Komunalnego Rady Miasta i błagał, by miasto przejęło spółkę łącząc ją z MZK. Spotkał się ze stanowczym sprzeciwem ze strony władz Zamościa, które wprost powiedziały, że PKS Zamość jest faktycznym bankrutem, dlatego prezes ma spadać na drzewo. To było w kwietniu 2013 roku. Od tamtej pory pacjent znajdował się w stanie terminalnym, generując każdego roku dalsze kilkaset tysięcy złotych strat.

Naprawdę jeśli zarzucamy obecnej władzy, że nie pochyliła się nad losem tego przedsiębiorstwa, to w pierwszej kolejności sprawdźmy, w jakiej kondycji ono było w chwili, gdy się tą władzą stawała. Prawda jest taka, że do upadku PKS Zamość przyczyniła się przede wszystkim polityka ówczesnych władz – w tym lokalnych. Ale i centralne mają trochę na sumieniu. Przypomnijmy, że PKS Zamość chciała przejąć firma Panas Transport. Nic jednak z tego nie wyszło, gdyż stanowcze weto postawiło Ministerstwo Skarbu Państwa decydując o komunalizacji spółki. Na tej właśnie podstawie została ona przejęta przez samorząd województwa lubelskiego, a ten przedsiębiorstwo ogołocił i pogrążył.

Szanowna Opozycjo, naprawdę są jeszcze osoby, które pamiętają Wasze grzechy z czasów, gdy to Wy sprawowaliście rządy, więc dla własnego dobra przynajmniej uderzajcie się we własne piersi. I nie obwiniajcie za śmierć zamojskiego przewoźnika tych, którym pozostało już tylko stwierdzić jego zgon.

Zamość onLine / 2020-01-29