Quo vadis, Jarosławie?


Zupełnie niespodziewanie wkroczyliśmy w najpoważniejszy kryzys w środowisku Zjednoczonej Prawicy. Kryzys, który wywołała nie ekonomia, nie społeczeństwo i nawet nie opozycja, tylko sam obóz rządzący. Nie jest wykluczone, że skończy się to wcześniejszymi wyborami lub co najmniej rządem mniejszościowym. W największym skrócie – władza ma kłopot na swoje własne (a w zasadzie Naczelnika) życzenie. Co nie przeszkadza jednemu z opozycyjnych posłów naszego okręgu optować za połączeniem się z tą partią.

Mowa o pośle Jarosławie Sachajce, który najpierw dostał się do Sejmu z ramienia Kukiz'15, a w roku ubiegłym wraz grupką niedobitków ze swym liderem włącznie trafił na listy Polskiego Stronnictwa Ludowego. Zarazem opowiadał wszem i wobec, że absolutnie „ludowcem” się nie stał i mało tego – tak właściwie to „kukizowcy” wychodzą z tego porozumienia zwycięsko albowiem na jego mocy powstała Koalicja Polska. Wprawdzie próżno było jej szukać na plakatach wyborczych, a telewizje informacyjne nader skąpo mówiły na temat tejże Koalicji, ale narracja trwała. I przyniosła sukces o tyle, że PSL znów znalazło się w Sejmie. Z m.in. Kukizem i Sachajką.

Nieco ponad dwa miesiące temu pisałem o rozliczeniach, jakie nastały w PSL-u po wyborach prezydenckich. Już wtedy poszła plotka jakoby poseł Sachajko otrzymał propozycję objęcia stanowiska ministra rolnictwa. Plotka, której nikt do końca nie zaprzeczył – w tym także sam zainteresowany, więc myślę, że coś w niej rzeczywiście było. Tym bardziej, że w ubiegłym tygodniu Jarosław Sachajko wprost wezwał „ludowców” do wejścia w koalicję z Prawem i Sprawiedliwością argumentując, że właśnie będąc z PiS-em u władzy będzie można dobrze dbać o polską wieś.

Gong przyszedł niemal natychmiast w postaci pakietu ustaw, który nazwano „piątką dla zwierząt” i który z miejsca został okrzyknięty ciosem dla polskiego rolnictwa. Ze szczególnym uwzględnieniem hodowli zwierząt futerkowych i mięsa dla państwa islamskich. Dodajmy – okrzyknęli go w ten sposób również niektórzy posłowie Zjednoczonej Prawicy. W efekcie koalicja rządowa zawisła na włosku, a i argumentacja posła Sachajki poszła w maliny.

Tyle, że nie wygląda na to, by Jarosław Sachajko się zreflektował. Wprawdzie już nie tak bezpośrednio namawia do wstąpienia w szeregi ekipy rządzącej, ale nie przyznaje, iż „piątka dla zwierząt” stanowi całkowite zaprzeczenie tego, co sam twierdził jeszcze tak niedawno.

A skoro rzeczywiście wiele wskazuje na to, iż zwolni się rychło fotel ministra rolnictwa, gdyż obecny zagłosował przeciw „piątce” i został zawieszony w partii, nie zdziwiłbym się, gdyby nasz wykładowca WSZiA faktycznie któregoś dnia został opinii publicznej przedstawiony jako nowy szef tego resortu. A potem może nawet jako wicelider Prawa i Sprawiedliwości w naszym okręgu wyborczym. Że Sachajko głosował przeciwko „piątce...”? Moim zdaniem to nie problem. Od niego Kaczyński żadnych przyrzeczeń nie wymagał.

A jeśli absurd miałby gonić absurd, Jarosław Sachajko mógłby zamienić się na partie ze Sławomirem Zawiślakiem. „Poseł Naszej Ziemi” znalazł się bowiem w gronie zawieszonych w prawach członka PiS-u.

Zamość onLine / 2020-09-18