Dziwna definicja kobiecości


Nie ma nic bardziej kobiecego niż uczestniczenie w tych strajkach” - takie słowa usłyszałem oglądając w ostatni wtorek relację z kolejnej zamojskiej odsłony ogólnopolskiego protestu kobiet, która odbyła się przed budynkiem sądu, od niejakiej Dagmary, która prowadziła to dość krótkie zresztą spotkanie. Protestu, który rozpoczął się 24 października od wyrazu sprzeciwu wobec wyroku Trybunału Konstytucyjnego, a obecnie dotyczy... chyba dla każdego czegoś innego.

Żal słuchać bredni o „bestialskiej decyzji Trybunału Konstytucyjnego, który odebrał kobietom podstawowe prawo”. Żal słuchać idiotyzmów o Polsce za obecnej władzy, która rzekomo pozbawia kobiety ich praw, a które to prawa sprowadzają się jedynie do aborcji i to – w odniesieniu do wyroku TK – 1,5 tysiąca przypadków rocznie. A właściwie 800, bo cała reszta dotyczy bynajmniej nie letalnych wad płodu, zatem nawet na logikę zwolenników „kompromisu aborcyjnego” – zasługujących na ochronę prawną. Zewsząd słychać tylko słowo „wybór”, które jednak aktualne przestaje być o tyle, że organizatorów protestu (przynajmniej tych głównych) nie interesuje już rzeczywistość sprzed ogłoszenia wyroku Trybunału. Oni chcą już jawnie aborcji na żądanie i właśnie taką opcję nazywają podstawowym prawem kobiety. Co prawda można z tego wywnioskować, że nasza Konstytucja gwałci prawa człowieka i w zupełnie innym świetle stawia awantury o nią, jakie toczą się w naszym kraju od dobrych pięciu lat, ale od dawna już wszyscy wiemy, że logika to coś, co środowiska lewicowe uważają za zbędne. A już tzw. Żelazna Logika to dla niej samo zło. Stąd mamy apele o dymisję rządu, dbanie o klimat, koniec ze śmieciówkami czy – moje „ulubione” – wsparcie dla osób z niepełnosprawnościami. Bez żadnego wgłębienia się w którykolwiek z tematów.

Jednocześnie trudno nie zauważyć, że siła protestów spada. I to w sposób znaczny, bo od połowy zeszłego tygodnia media sprzyjające protestującym nie publikują już terminarza spędów na kolejne dni. Wszystko teraz ma się dziać spokojniejszym tempem, co w praktyce oznacza, że rząd może to starcie wygrać mniejszym nakładem sił, niż to się pierwotnie wydawało. I to nawet biorąc pod uwagę równie zauważalne tąpnięcie w sondażach partii rządzącej, gdyż przed czterema laty mieliśmy podobne zjawisko. Przypominam, że do kolejnych wyborów mamy dokładnie trzy lata. W tym czasie czekają nas zdarzenia, które – co piszę z pełną świadomością – będą o wiele istotniejsze od tego, co mamy teraz. Przede wszystkim czeka nas kryzys ekonomiczny, przez który chcąc nie chcąc będziemy musieli przejść pod rządami PiS-u. Jeśli władza dobrze ten czas wykorzysta, za trzy lata będziemy z tego kryzysu właśnie wychodzili, o ile już nie wyjdziemy. Jeżeli zatem PiS nie utraci większości w Sejmie, będzie miał wszelkie instrumenty do tego, by rządzić po swojemu. Wiem, że sceptyków to nie cieszy, zresztą sam mam co do tego obawy, ale prawda jest taka, że alternatywy obecnie nie mamy. I panie dyrygujące protestami też zdają sobie z tego sprawę, jednocześnie okłamując jego przeciętne uczestniczki jakoby było inaczej.

Pani Dagmarze chciałbym więc przypomnieć, że kiedy przychodziły rzeczywiście trudne czasy, to kobiety nie utyskiwały na brak prawa do aborcji, bo nie ono decydowało o bycie rodziny. Wówczas swoją kobiecość pojmowały jako łagodność, pełne wsparcie dla działań mężczyzn lub – w razie konieczności – podjęcie odpowiedzialności za utrzymanie bliskich. I lepiej, żeby to sobie czym prędzej uświadomić, bo najbliższe miesiące mogą przypominać właśnie tamte kryzysy.

Zamość onLine / 2020-11-05