Jak tu się nie bać...


Z każdym tygodniem uparcie nie chcę, żeby mój głos stawał się alarmowym wrzaskiem, ale coś mi mówi, że tak się jednak dzieje. Rzeczywistość uparcie nie chce mi dać możliwości stworzenia tekstu maksymalnie stonowanego i przy każdej kolejnej okazji czuję, że sprawy zaszły już naprawdę bardzo daleko.

O Małgorzacie Halber wiedziałem do ostatniego poniedziałku bardzo niewiele. Właściwie tylko to, że błąkała się w przeszłości po różnych telewizjach jako dziennikarka. Bardziej kojarzyłem jej ojca Adama z czasów jego członkostwa w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, które przypadło akurat w czasach tzw. afery Rywina. Pewnego dnia zasiadający w sejmowej komisji śledczej poseł Jan Maria Rokita przeczytał przesłuchiwanej ówczesnej szefowej KRRiTV Danucie Waniek SMS-a, jakiego Adam Halber wysłał ówczesnemu prezesowi TVP Robertowi Kwiatkowskiemu: „Może byś wrócił do Piotrka Urbankowskiego. To jest świetny koleś - pracowity i lojalny, lubię go i cenię. Precz z siepactwem. Chwała nam i naszym kolegom. Chuje precz!”. No i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w przypadku pani Małgorzaty bardzo niedaleko spadło jabłko od jabłoni.

Oto bowiem została ona zaproszona do rozmowy na temat ogólnopolskich protestów oraz aborcji w programie „Tak jest” TVN24. Tyle, że drugim gościem miała być redaktorka katolickiego czasopisma „Więź”, na co pani Halber zareagowała wręcz histerycznie. Pozwolą Państwo, że zacytuję Onet.pl: „I coś we mnie pękło przez te osiemnaście dni trwających protestów. I powiedziałam »ale dlaczego Państwo zapraszają do studia osoby, które są związane z instytucją odpowiedzialną za istnienie układu, zwanego kompromisem, który w istocie doprowadził do istnienia jednej z najostrzejszych ustaw aborcyjnych w Europie?«" - relacjonowała, podkreślając, że "nie będzie przykładać ręki do tego gadania że WAŻNE CO MA DO POWIEDZENIA KATOLIK". "Ja przecież ku**a znam ten punkt widzenia" - dodała" (...) "Prosiłam, żebym pojawiła się w studiu bez osób związanych z Kościołem katolickim. Zdaje się, że moja prośba nie została uszanowana, więc może dobrze wyszło - skomentowała. Dalej wytłumaczyła, dlaczego nie chciała wystąpić w TVN24 na pierwotnie zaproponowanych jej zasadach. - Jestem pokoleniem, które było indoktrynowane - podkreśliła. - Dyskusja feministyczna o prawach reprodukcyjnych, która się teraz pojawia, w ogóle się w Polsce nie odbyła. Dlatego nie będę wchodzić w dialog, ponieważ mnie, jako osobie, która opowiada się za wolnym wyborem, odebrano 30 lat mówienia o mojej stronie. Biję się o świecką Polskę - powiedziała Halber. - Nie chcę już słuchać o jakimkolwiek stanowisku episkopatu w mediach. Stanowisko episkopatu mnie nie interesuje. W państwie świeckim do dyskusji na temat prawa i ustanawiania prawa nie zaprasza się strony związanej z Kościołem katolickim - spuentowała".

Gwoli podsumowania – TVN24 uległo, pani Halber miała wystąpić samodzielnie, ale ostatecznie nie doszło to do skutku z uwagi na nagłą konferencję prasową premiera Morawieckiego dotyczącą szczepionki na COViD-19.

Nie wiem jak Państwo, ale kiedy przeczytałem powyższy artykuł, nie byłem do niczego zdolny przez dłuższą chwilę. Oto bowiem mamy w pełni wykrzyczany jasnym tekstem manifest nawołujący do odsunięcia od debaty publicznej osób wierzących. I to tylko dlatego, że są wierzący albowiem wyznają wartości właściwe dla Kościoła. Wartości, które jednak są całkowicie odrzucane przez drugą stronę jako złe. Nieprawidłowe. Fałszywe.

Innymi słowy, mamy już do czynienia z całkowicie jawnym odrzucaniem demokracji. I to przez stronę, która przez ostatnie lata demokracją wycierała sobie usta przy każdej okazji.

Zaczynam się naprawdę bać…

Zamość onLine / 2020-11-13